Forum COUNTRYMUSIC.PL Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
Zapożyczenia angielskie w języku polskim
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum COUNTRYMUSIC.PL Strona Główna -> Plociuchowo
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5698
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 10:06, 29 Cze 2012    Temat postu:

Chyba już wszystko zostało powiedziane. Ja zdania nie zmieniam. Headliner mi nie przeszkadza.
Myślę że czas skupić energię na czymś bardziej istotnym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
HonkyTonkVille
Ranczer



Dołączył: 02 Cze 2010
Posty: 1257
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:38, 30 Cze 2012    Temat postu:

A ja uważam, że bardzo ciekawy temat do rozważań, bo znam wiele ciekawych przykładów tłumaczeń, nietłumaczeń.
Co od tych reguł, o których pisał Huberts są one rzeczywiście dosyć jasne, ale ponieważ ludzie nie wiedzą o ich istnieniu, często nie wiedzą jak się zachować w niektórych przypadkach.

I tak np. parę razy już się spotkałem że Polak starał się Anglikowi przetłumaczyć słowo Rynek (Starego Miasta). Rzecz jasna na Rynku nie ma targowiska, żeby próbować tłumaczyć ten zwrot jako "market" czy jakoś tak, przecież to nazwa własna placu i choć mi wydaje się to oczywiste, wiele już razy widziałem karkołomne próby tłumaczenia tego słowa na angielski. Nie znam osobiście przypadku, ale się zastanawiam, czy się kiedyś nie zdarzyło, że jakiś Anglik przyszedł na targowisko zamiast na Rynek po tym jak mu Polak wytłumaczył, gdzie ma przyjść.
Bo to tak samo jakbyśmy kazali przyjść Anglikowi na ulicę "Maple" i on miałby się domyśleć że w planie miasta ma szukać Klonowej.

Inna ciekawa sprawa dotycząca nazw. Istnieje ogólna zasada że jeśli nazwa obca została przetłumaczona na język polski, to należy z tego tłumaczenia korzystać, ale tu niestety wielu ludzi ma kłopoty.

Każdy Polak powie raczej Nowy Jork a nie New York i tu nie ma problemu, ale np. nie każdy wie że Gent w Belgii to Gandawa. I już wiele razy słyszałem komentatorów piłkarskich jak mówią: "ten piłkarz przeniósł się do Gent i spędził w Gent dwa lata". Mam wtedy nadzieję, że posługują się nazwą klubu a nie miasta, bo jedynie wtedy da się to zaakceptować.

Ale nie ma się co na ludzi obrażać może w tym akurat wypadku, bo to są te trudne nazwy niezbyt dużych miast europejskich, które kiedyś w Średniowieczu stały się ważne, bo np. jako jedne z pierwszych miały uniwersytet czy miały jakąś wielką katedrę, i stąd ich nazwy zostały już dawno przetłumaczone na języki, ale dziś mało się niestety tych nazw używa bo znaczenie miast zmalało. To są właśnie Gandawa, Padwa czy Bolonia, które gdyby nie ich znaczenie historyczne, dziś byłby dla nas miejscowościami: Gent, Padova i Bologna.
Ale mądry dziennikarz jednak wie. Pan Tomasz Jaroński na Eurosporcie zawsze poprawnie mówi "wyścig z Gandawy do Wevelgem".
My mamy Monachium, Niemcy mają Munchen, Anglicy Munich, a Włosi Monaco, a przecież chodzi o to samo miasto.
W tym miejscu mi się przypomniała anegdota o Amerykance, która jechała włoskim pociągiem do Monachium i ogłoszono w pociągu, że "Monaco di Baviera" za dwie stacje. Amerykanka w panice: "Jak to Monaco? Przecież ja nie jadę do Monaco! Cholera, pomyliłam pociągi."

Z polskich miast chyba tylko Warsaw i Cracow mają nazwy angielskie, ale Amerykanin czy Anglik nie używa Cracow tylko Kraków. Można uznać, że popełniają oni błąd używając słowa Kraków, skoro istnieje tłumaczenie w języku angielskim. Jedna lingwistka amerykańska miała jednak ode mnie inne zdanie na ten temat.

Jednak inne miasta polskie nie mają angielskich nazw, nie wiem więc dlaczego na stadionach euro mamy napisy Poznan Gdansk i Wroclaw. Przecież to są Poznań, Gdańsk i Wrocław. Poprawna pisownia wymaga zastosowania znaków diakrytycznych, w tym wypadku ń oraz ł. A my tak jakbyśmy się wstydzili tego naszego języka i alfabetu. Francuzi czy Niemcy nigdy nie pozwolą sobie na opuszczenie znaków diakrytycznych w swoich wyrazach.
I tak dobrze, że nie napisali Posen, Danzig i Breslau Smile

Wielu ludzi znających angielski popełnia też ten błąd, że starannie wymawia nazwy angielskie mówiąc po polsku, tymczasem jest to niepoprawne! Nazwy angielskie mamy spolszczać w wymowie, kiedy mówimy po polsku.
Dlatego mamy w reklamie batonika "Knoppers" wymawiane nieme "K" co jest robione całkiem słusznie wbrew temu, co niektórzy angliści będą wyłuszczać.

Jeśli chodzi o wtręty angielskie, to oczywiście ich nadmierne stosowanie razi. Pół biedy jeśli są to słowa niezbyt "automatyczne" do przetłumaczenia jak choćby ten hedlajner i wrzucone gdzieś na forum; gorzej jednak gdy ktoś celowo wtrąca proste słowo angielskie, choć polski zamiennik jest oczywisty i do tego robi to w telewizji przed milionową widownią.

Czego to ja się już nie nasłuchałem w telewizji.
Mistrzostwa Europy w Piłce Kopanej chociażby. Jeden fachowiec-komentator bredzi coś o podaniach diagonalnych (chociaż zawsze używał zwrotu "po przekątnej"), a inny mówi o długich "passach" (chyba nie ma bardziej pospolitego polskiego słowa niż "podanie" w komentowaniu meczów), itd. itp. Najśmieszniejsze jest to, że gdyby ci panowie mieli po angielsku skomentować mecz, spocili by się i jąkali już w pierwszym zdaniu. Szczyt bufonady i pretensjonalności.

Inny przykład. Jakieś dwa tygodnie temu słyszę jaki pani Gronkiewicz-Waltz mówi, że Warszawa wyrobiła się z "deadlajnami" przed euro.
Osobistości występujące w telewizji powinny wiedzieć, że przemawiają do 38 milionów ludzi i nie każdy ma obowiązek rozumieć bełkot angielsko-polski. Tym bardziej od takiej osoby jak ta pani, która piastowała i piastuje najważniejsze funkcje publiczne, powinno się wymagać poprawnej polszczyzny i znajomości zwrotu "zdążyć w terminie".

Ale jest gorzej:
Wystąpiła niedawno w mojej lokalnej telewizji jakaś młoda pani z tytułem i stanowiskiem (dyrektor Galerii Ostrovia, gdzie Galeria to oczywiście centrum handlowe a nie miejsce wystawy dzieł sztuki), i powiada, że w Galerii będą organizowane "eventy". Mało nie spadłem z krzesła kiedy to usłyszałem.

Brońmy języka polskiego przed jego zidioceniem, tak jak to pewnego czasu zabawnie zrobił pan Janusz Weiss w Radiu Zet. Zobaczył on bowiem billboard jednego z hipermarketów, który zwierał hasło "Sale 50, 70, 90". Zadzwonił więc do owego marketu i pyta: "Czy państwo mają sale do wynajęcia?", "Jakie sale?", "No sale, bo wie pani, ja widziałem reklamę, że macie sale o wymiarach 50, 70 lub 90 m2. Ja bym był zainteresowany mniejszą salą".
Wyraz sale zrobił jednak karierę i nie wiadomo co z nim zrobić, bo polska "wyprzedaż" jest wyrazem trochę za długim w pewnych sytuacjach. Jedna z telefonii komórkowych lansuje słowo "wyprz", może się przyjmie.

Jeszcze inny kłopot mamy z tłumaczeniem na polski wyrazów z angielskiego, gdy tłumaczący nie zdaje sobie sprawy z pełnego pola znaczeniowego wyrazu angielskiego.
I tak np. usłyszałem kiedyś w reklamie: "zarządzamy twoim zdrowiem". Rzecz jasna człowiek, który wymyślił to kretyńskie określenie zapewne przeczytał "manage your health" w jakimś tekście angielskim i łup! dawaj na polski.
Nie wiem jak Wy, ale ja bym nie chciał by ktoś "zarządzał" moim zdrowiem. Wystarczy jak mnie będą leczyć.

I odwrotnie. Poszedł raz Anglik do mięsnego w Polsce i fachowo poprosił o "biust z kurczaka". Pani za ladą o mało nie odrąbała sobie ręki tasakiem z wrażenia.

I zabawne jeszcze na koniec.
Tłumaczyłem kiedyś dla firmy produkującej systemy GPS do zarządzania flotami pojazdów.
I na spotkaniu gdzie udział brali sami Polacy, rozmawiano o montowaniu tych systemów w TIRach pewnej firmy. Jeden z dyskutantów powiedział że "pojazdów "Ajwekoł" w tej chwili nie mają" oczywiście akcent stawiając na pierwszej sylabie. Dodam, że to był Polak mówiący do Polaków po polsku. Musiał tłumaczyć zaraz, bo ludzie nawet nie rozumieli, że chodziło mu o IVECO.
Na szczęście ten popis nie uszedł mu na sucho. Z tego co potem słyszałem, na każdej imprezie firmowej sobie ludzie z tego żarty robią i biednemu inżynierowi z Warszawy zawsze wyciągają to Ajwekoł.


Ostatnio zmieniony przez HonkyTonkVille dnia Sob 11:02, 30 Cze 2012, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Woźnica
Ranczer



Dołączył: 19 Sty 2011
Posty: 1278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 12:38, 30 Cze 2012    Temat postu:

Witam

Skoro HTV pociągnął temat, to i ja dorzucę swoje trzy grosze. Problem nie jest nowy, ciągnie się jakoś tak od chrztu Mieszka I, kiedy to do ówczesnego języka naszych przodków wszedł język czeski, pojawiając się w terminologii religijnej, stąd: kościół, msza czy ołtarz, zapożyczone zresztą przez Czechów z łaciny. Można domniemywać, że używanie czechizmów świadczyło o religijności, więc było wówczas poprawne politycznie.

Potem do języka polskiego weszła łacina, której używały warstwy oświecone, ale i mniej światłe, żeby podkreślić własną uczoność czy pseudo-uczoność raczej. Pojawił się też języki niemiecki w związku z napływem rzemieślników niemieckiego pochodzenia do miast i stąd mamy do dziś w języku różne wasser-wagi, laubzegi czy nawet śrubokręty, bo to kalka z niemieckiego schraubenzieher (ang. screwdriver) i puryści zalecają używanie słowa wkrętak. Używanie niemieckiego świadczyło zapewne o profesjonalizmie ówczesnych fachowców.

Kolejna inwazja to język francuski będący w użyciu przez warstwy wyższe w wieku XVIII i czasach napoleońskich. Jak mówi Podkomorzy w Panu Tadeuszu:

Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny
Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów,
Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę,
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.

i dalej

Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.

Obecnie tego Francuza trzeba zamienić na Anglika czy Amerykanina.
Z jednej strony nic dziwnego, bo angielski stał się aktualnie językiem międzynarodowym, a także związanym z postępem technicznym, ale obok słów, które pojawiły się w języku polskim, ponieważ nie mieliśmy swoich odpowiedników, zdecydowanie nadużywamy zapożyczeń tam, gdzie nie są one potrzebne. O ile wolę obecne hipermarkety od domów towarowych z poprzedniej epoki, o tyle, jeśli widzę szyld ze słowem shop, to zaczynam pukać się w głowę.

Angielszczyzną często popisują się ci, którzy języka angielskiego nie znają, albo znają i przez to uważają się za kogoś lepszego, bo jakoś tak u nas, co zagraniczne to lepsze właśnie. Wspomniane przez HTV eventy czy targety pochodzą z branżowego języka specjalistów od marketingu, bo przecież specjalista od sprzedaży czy handlu brzmi znacznie gorzej, a i marketing jest pojęciem szerszym, bo obejmuje całość sprawy. Po cholerę jednak używać tego w języku codziennym? Ano głównie z tego ciągnącego się przez wieki polskiego kompleksu wobec zagranicy.

Polskiego przebranego kowboja parodiowałem kiedyś w tekście Mam kapelusz i kowbojki..., a napisałem wówczas jeszcze jedną językową parodię pt. Honky Tonk Hanka Blues. Pozwolę sobie przytoczyć:


Za szklistym barem cudo blond,
niebieskie oczy znaczy blue
i już gra w duszy country song
czy jakieś inne only you.

Mówią tu o niej Amerykanka,
niby że wszystko ma okej,
i że na imię to właśnie Hanka,
na cześć Williamsa dali jej.

Honky tonk Hanka
Amerykanka,
Honky tonk Hanka blues
Honky tonk Hanka
superbarmanka
Honky tonk Hanki biust.

Mówią, że country nie jest cool,
lecz kiedy mi podaje sprite
jak king się czuję znaczy król,
serce wyrywa się jak chart.

Patrzę w te oczy, co jak Atlantyk
mówią - kochany mój go west
i marzy mi się all night party
i jak mi Hanka mówi - yes!

Honky tonk Hanka
Amerykanka,
Honky tonk Hanka blues
Honky tonk Hanka
superbarmanka
Honky tonk Hanki biust.

Hej, wziąłbym ciebie on the road
Amerykanko z mego snu
i jechał byle dalej stąd
non stop śpiewając I love you.

Wziąłbym cię Hanko Amerykanko
Do Nashville albo Hollywood
cóż tam przy tobie Dolly Parton,
Jesteś the best and very good!

Angielszczyzna jest na tyle w naszym języku obecna, że można się nią niemal posługiwać w mowie potocznej, tylko pytanie, po co? Czasami się przydaje, bo np. sam używam często wymiennie określeń główny nurt i mainstream, ale czynię tak, kiedy piszę o muzyce amerykańskiej, więc niejako w żargonie branżowym. Piszę też wymiennie teledysk i wideo, ale nigdy video, bo słowo to już się całkowicie spolszczyło.

Myślę, że warto się zastanowić, jeśli chcemy użyć jakiegoś angielskiego słowa w języku polskim nad tym, z jakiego powodu chcemy go użyć. Czy mamy dla tego uzasadnienie, czy tylko chcemy się popisać swoją światowością.

I na zakończenie. HTV wspomniał o Gandawie i Gent, a ja pamiętam z dawnych czasów, jak mój profesor purysta denerwował się, kiedy Legia Warszawa grała z belgijskim Standardem Liege. Jakie Liege, złościł się, jest przecież polska nazwa Leodium. Nazwa, co prawda, raczej łacińska, ale w jego czasach uchodziła za jedyną poprawną.

Pozdrawiam

Woźnica
Powrót do góry
Zobacz profil autora
HonkyTonkVille
Ranczer



Dołączył: 02 Cze 2010
Posty: 1257
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 8:34, 01 Lip 2012    Temat postu:

Faktycznie Woźnico, ja też ten "mainstream" używam bezwiednie. Teraz mnie na tym przyłapałeś. Raczej nie ma jednak usprawiedliwienia dla tego występku - język branżowy czy nie branżowy, określenie "główny nurt" powinno wystarczyć.

Wczoraj chcę wyjechać z parkingu Starego Browaru (dla wyjaśnienia to Centrum Handlowe w Poznaniu) i mówię do mojej Natalii: "Masz gdzieś ten slip?" I potem się zastanawiałem dlaczego mi się tak powiedziało, czy ten "bilet parkingowy" jest za długim zwrotem, czy też za rzadko go używam czy też za dużo mam z tą angielszczyzną do czynienia, czy też byłem już zwyczajnie zmęczony i zaczynałem bredzić.

Ale to jest przynajmniej robione bezwiednie, a nie dla popisu. Tak jak Marek Czerkawski który ostatnio podsumowywał grę polskiej reprezentacji na Euro w telewizji i powiada tak mniej więcej: "No owszem, były momenty dobrej gry, ale NA KONIEC DNIA jak spojrzymy na tablę polskiej grupy i wyniki, to nie wygląda to dobrze".

Przeniósł z angielskiego bardzo popularny idiom "at the end of the day", który oznacza mniej więcej "kiedy się to wszystko podsumuje". Czerkawskiemu można wybaczyć, w końcu jest tylko hokeistą nie lingwistą, który w Ameryce spędził trochę lat i nie rozróżnia idiomów polskich i angielskich.

Tak samo można wybaczyć mojemu kuzynowi, który w Polsce spędził tylko pierwsze 10 lat swojego życia, a pozostałe 25 w Ameryce.
Siedzimy w ogródku piwnym, i kelnerka podchodzi i do niego: "Podać panu coś jeszcze?", a Adaś na to: "Dziękuję, ja jestem ok". Smile
Od tego czasu nikt mu już nie daje spokoju, już się za Adamem ciągnie, wszyscy mówimy w rodzinie np: "Adam kawę chcesz, czy jesteś ok?"

I tak obserwując Polonię amerykańską zauważyłem, że częściej niż wymowa czy słownictwo, użycie idiomów i funkcji językowych powoduje im największe problemy. Utrwalił się u nas wzięty z polskiej komedii fałszywy stereotyp Polonusa z Ameryki, który ma głównie problemy z wymową, ale jest on raczej błędny.

Przyznaję też Ci rację Woźnico, że z kompleksów wynika w sporej części nasze zangielszczenie. Stąd ten Poznan, Gdansk i Wroclaw na stadionach bez znaków diakrytycznych.

W innych europejskich krajach tak się nie przejmują językiem angielskim.
Podam dla przykładu realizatorów transmisji z wyścigów kolarskich.

Francuzi napiszą ci na ekranie Eurosportu: "mailllot jaune" i mają gdzieś czy ty wiesz, że to "żółta koszulka" (a przecież wiedzą że Tour De France ogląda cały świat). Co tam, macie komentatorów, niech wam tłumaczą, jak francuskiego nie znacie, nieuki.

Włosi napiszą La Maglia Rosa i też się naucz że to "różowy trykot" po włosku.

Ba, na Wyścigu Dookoła Kraju Basków napiszą nawet nie po hiszpańsku, ale po baskijsku."Lasterketa Burua" to ucieczka z peletonu. Nie znacie baskijskiego? No to już nie Basków wina. Wink

Ale my swoje, prześcigamy się w służalczości wobec obcokrajowców.

Woźnico, co do czasów Mieszka, to faktycznie pamiętam też mnie to irytowało, że wszyscy naokoło te czeskie słówka wtrącali. Bardzo tego nie lubiłem. Wink


Ostatnio zmieniony przez HonkyTonkVille dnia Nie 8:52, 01 Lip 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Huberts
Z-ca Szeryfa
Z-ca Szeryfa



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 2659
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Warszawa Grochów
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:19, 01 Lip 2012    Temat postu:

Wątek językowy wydzielam. Proszę kontynuować, ciekawie się rozwija. Wink

Jak mawiał jeden z znanych nam artystów, występujący swego czasu w niezapomnianym dla nas "Oczku", i sympatyzujący z country Kuba Sienkiewicz, w latach 90-tych ubiegłego wieku na tyle zauważalny był silny wpływ języka angielskiego na polski że powstało nawet "narzecze pinglisz" Rotfl
O tym autor w linku poniżej. Polecam dotrwać do końca... Rotfl
http://www.youtube.com/watch?v=XFrYgWYRHHA


Pzdr.


Ostatnio zmieniony przez Huberts dnia Nie 13:59, 01 Lip 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Woźnica
Ranczer



Dołączył: 19 Sty 2011
Posty: 1278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:55, 01 Lip 2012    Temat postu:

Witam

Cholera jasna, szlag by to trafił, napisałem długi post i chyba go z tego upału nie zapisałem. Odtwarzać go nie mam siły, więc tylko streszczę.

1. W transmisji z prologu Tour de France, komentatorzy Eurosportu (Jurosportu?) mówili o polskiej nazwie Liege czyli Leodium, zupełnie jakby mieli tego samego profesora co ja.

2. Kalki zwrotów i składni są dość częste, choćby nadużywane "dokładnie" z angielskiego exactly. Pewna Angielka, po otrzymaniu nieprawidłowej reszty, powiedziała do kasjerki - jest pani pomylona (kalka z you are mistaken). Doszło do awantury.

3. Napisałem kiedyś o dewocyjnych fanach pewnego zespołu kalkując przeczytane w jakimś artykule devotion fans. Chciałem podkreślić bezgraniczne oddanie i uwielbienie, a nasi poczuli się obrażeni za nazywanie ich dewotkami. Trzeba uważać.

4. Mam kompleks wobec Teachera, bo on pisze teksty po angielsku, a ja tylko po polsku, co każdy głupi potrafi. Kiedy uczyłem języka polskiego to mówiono, że to najważniejszy przedmiot w szkole, ale dzieci uczyły się angielskiego, bo po polsku już umiały, a przynajmniej tak im się zdawało.

5. Z country można się utożsamić tak jak Lonstar, choć niekoniecznie z tak dobrym efektem, albo wychodząc z rodzimych podstaw, brać z countrowych piosenek to, co w nich najlepsze, czyli ideę dobrze napisanego mądrego tekstu wspartego podkreślające emocje muzyką i interpretacją.

6. Zabawni są ci, którzy jak się przebiorą za kowboja i krzyczą keep it country, to uważają, że są bardziej country od Amerykanów.

7. Wracając do dawnych czasów, to wyobraź sobie HTV, mieszkowego woja, który zamiast powiedzieć - idę do kościoła - mówi - idę do chramu. Mogliby go oskarżyć o kultywowanie zakazanych pogańskich obrządków i porządków. Przechlapałby sobie.

Wcześniej było ładniej, ale sens był mniej więcej taki sam.

Pozdrawiam

Woźnica
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum COUNTRYMUSIC.PL Strona Główna -> Plociuchowo Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island