Forum COUNTRYMUSIC.PL Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
Rozmowy Country Polska
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum COUNTRYMUSIC.PL Strona Główna -> Country Music - POLSKA
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 0:04, 17 Mar 2007    Temat postu: Rozmowy Country Polska

W tym dziale zamieszczamy wasze opinie, sugestie , spostrzeżenia, historie i inne sprawy , którymi macie ochotę się podzielić Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:51, 07 Kwi 2007    Temat postu:

Hallo Old Cowboy Smile
Postanowiłem nie przenosić tu naszej rozmowy prywatnej (traktującej o polskiej muzyce country i jej jakości) pomimo tego że jest ona naprawdę konkretna i w dobrym tonie, natomiast proponuje abyśmy ją kontynuowali w tym właśnie miejscu.
Jednocześnie zachęcam też innych do zabierania głosu i kto wie być może wywiąże się nam jakaś ciekawa dyskusja.
Jednakże muszę uprzedzić, iż wszelkie mało kulturalne zwroty jak i próby wywołania awantury będą usuwane w zarodku, gdyż moim założeniem ( i moderatora) jest to by za wszelką cenę utrzymać to forum w należytym porządku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 9:52, 07 Kwi 2007    Temat postu:

Tak więc chciałbym powiedzieć że bardzo mnie cieszy fakt, iż w ogóle komukolwiek jeszcze zależy na propagowaniu tej wspaniałej muzyki. To co Pan robi za pośrednictwem swojej gazety, mam nadzieję będzie jej tylko pomagać, natomiast szczerze zastanowił bym się nad wyborem wydawcy.
Nie da się na siłę kogoś zauroczyć muzyką i jeśli komuś się nie podoba , to takie jego prawo i nie wolno mu sie narzucać. Aczkolwiek łatwo jest krytykować i wytykać czyjeś błędy, ale ja zawsze zadaję takiemu człowiekowi pytanie: "cóż on w swoim życiu zrobił takiego, czym mógłby mi zaimponować"
Niech mi Pan wierzy że przeważnie w tym miejscu rozmowy, taki człowiek bądź grupa ludzi w przedziwny sposób stara sie zmienić temat .
Tak jak już Panu napisałem, sam troszkę grywam i bardzo dokładnie wiem , jak wiele pracy trzeba włożyć w to by w ogóle cokolwiek powstało.
I strasznie drażni mnie jak ktoś taki (jak Pana wydawca) nie przesłucha utworu do końca a z góry skazuje go na śmietnik mówiąc - "KICHA"

Wiadomo, że są utwory lepsze i słabsze, ale tak jest przecież zarówno w repertuarach naszych wykonawców jaki i w "menu" wykonawców zza oceanu. Dlatego tez uważam, że nie należy ganić naszych wykonawców jeśli coś im sie nie uda, bo tym zabijamy w nich chęć do tworzenia czegokolwiek, a przecież chodzi nam o to, by tworzyli jak najwięcej,i jak najlepiej , byśmy mogli cieszyć nasze uszy wspaniałą naszą ulubioną muzyką.

Dlatego nasi kochani muzycy nie poddawajcie się. Grajcie bo ja chcę was słuchać i ja w Was wierzę.
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Sob 19:19, 07 Kwi 2007    Temat postu:

Cóż, z wydawcami jest tak źle, że trzeba się godzić na tych, których w jakiś sposób da się przekonać do swojej idei i ideologii. W dziennikarstwie siedzę od wielu lat, w publicystyce - jeszcze dłużej - praktycznie od czasu zlikwidowania niesławnej pamięci urzędu przy ul Mysiej. Urząd ten miał swoje wytyczne, a jedną z nich było niedopuszczenie do jakiejkolwiek publikacji z moim nazwiskiem w podpisie. Głupota tego zarządzenia dała znać w sytuacji, kiedy chciałem uzyskać zezwolenie (bo było wymagane) na wydrukowanie swoich wizytówek. Oczywiście nie zezwolono mi, bo na nich figurowało moje nazwisko, a publikowanie go było zakazane. Tak, czy inaczej, do zawodu wróciłem po 89 roku i od tego czasu stawałem na głowie, żeby móc pisać o country. Kończyło się to jednakowo: "kogo obchodzi muzyka country?" Doszło do kolejnej skrajności: jeden z moich wydawców zasugerował, aby z mojej notki biograficznej do encyklopedii usunąć informację, że kiedyś grałem tę muzykę bo "po co panu taki wstyd?" "Nie musi pan podawać CAŁEJ prawdy o sobie". W końcu jakimś cudem, dzieki pomocy Moniki Rogozińskiej, udało mi się przekonać redakcję "Rzeczyposopolitej" do bezpośrednich reportaży z Mrągowa. Było to w 1998 roku, a więc po 9 latach bezowocnych starań. W tym czasie dużo publikowałem, ale o country nie udało się opublikować nawet dwuzdaniowej wzmianki. Potem, w redakcji WPROST usłyszałem, że o country to i owszem, mogę sobie pisać, ale "do szuflady", bo ta muzyka "kojarzy się z takimi indywiduami, jak Cejrowski, a redakcja musi dbać o reputację". Co ciekawe - 3 czy 4 lata później ta sama redakcja opublikowała tekst tegoż Cejrowskiego, ale... to był tekst SZKALUJĄCY muzykę country i środowisko countrowców. Jakoś nikt z fanów nie protestował wówczas zbyt głośno, a i do redakcji WPROST nie wpłynęło ani jedno żądanie sprostowania tych bredni, które pan Cejrowski wstawił w swoich wypocinach, nazwanych szumnie artykułem prasowym. Tak więc o country wolno pisać albo ŹLE, albo WCALE. Dlatego teraz, mając szansę pisania o tej muzyce TAK, JAK CHCĘ, a nie - pod dyktando, bo zgodnie z prawem to ja mam ostateczny głos, a nie wydawca, co do treści pisma i jego zawartości, nie porzucę tej szansy. W druku będzie w podtytule "Jedyna polska gazeta, przyjazna muzyce country". Czy jest to dużo? Pewno wielu fanów uzna, że to mniej niż nic, bo przecież mogę sprzedać dom albo napaść na bank i za własne albo za zrabowane pieniądze zrobić jakiś kilkutygodniowy festyn z darmowym piwem i tysiącem kapel, grających dzień i noc country. A ja będę świnią, i tego nie zrobię! Wystarczy, że narażam się wydawcom, wydawnictwom i wszystkim świętym, z uporem maniaka dążąc do medialnej promocji naszej muzyki. I chyba jednak pozostanę przy tym wydawcy, nawet gdy on bedzie się upierał, że Hendrix był najlepszym gitarzystą wszechczasów. Bo szczerze mówiąc nie mam żadnej gwarancji, że znajdę innego wydawcę, który w ogóle pozwoli na opublikowanie raz na rok jednego krótkiego tekstu o country. A szukać przez kolejne 10 lat jakoś mi się już nie chce - za 9 lat odchodzę na emeryturę i mogę nie zdążyć znaleźć...

Kiedyś zastanawiałem się, co łatwiejsze: czy opanować grę na gitarze tak aby zagrać kilkadziesiąt najtrudniejszych solówek country, czy opublikować raz na rok jakiś dobry tekst, chwalący muzykę country? Solówki już gram, a z tym publikowaniem jakoś do tej pory mi nie za bardzo wychodziło. I z tego, co wiem, nie wychodziło i NADAL nie wychodzi żadnemu z dziennikarzy, publicystów i zwykłych miłośników country. Chiński mur i Himalaje w jednym kawałku - nie da się tego przeskoczyć ani obejść dookoła.[/url]
Powrót do góry
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:08, 07 Kwi 2007    Temat postu:

No to myślę, że należy pogratulować uporu w tych działaniach Smile I ale proszę zauważyć, że mimo wszystko, ten upór się opłaca , bo w końcu udało się Panu i z możliwością pisania i z możliwością druku.
Tylko jeszcze ten wydawca coś mało przychylny pozostał, dlatego też myślę że Pański upór jest również w tej dziedzinie jak najbardziej wskazany, ale niech Pan pamięta, że (tak jak już wcześniej pisałem) na siłę nikogo przekonać sie nie da.
Mimo wszystko mam nadzieję, że się Panu uda Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Nie 12:59, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Mam nadzieję, że ten wydawca jako jedyny nie uleginie presji tzw. środowiska, które do tej pory znakomicie utrudniało lub nawet uniemożliwiało mi pisanie o country. Ot, choćby po moich reportażach na żywo z Mrągowa paru "miłośnikó country" napisało do redakcji "Rzeczypospolitej" sążniste elaboraty, z których wynikało jedno - ZAKAZAĆ Jakubowskiemu pisania o country. Ja rozumioem, że gdy chodzi o kasę i o przejęcie kontroli nad tym, co jeszcze zostało z pogromu, jaki w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych nasttąpił w poskim światku country głównie za sprawą kilku niesympatycznych, choć operatywnych panów, to wszystkie chwyty są dozwole. Na szczęście ten wydawca, do którego też ci panowie już zdążyli napisać to i owo, potraktuje ich tak, jak na to zasługują, czyli - każe z nich ZADRWIĆ a nawet - każe znaleźć wszystkie ich grzechy i opublikować je w naszej gazecie. Na razie zadrwił z nich tak jak on potrafi - zaproponował im za każdy donos na mnie równowartość butelki najpodlejszego wina - traktując ich jak pospolitych meneli. Nadal jego oferta wisi na tablicy ogłoszeń i jest aktualna. Czy do nich dotarło w końcu, że ich działania są warte mniej, niz zeszłoroczny śnieg i tak skuteczne, ja gryzienie słonia przez muchę? Tego nie wiem, ale pisanie donosów się skończyło.

Potrzeba mi pomoc: muszę dotrzeć do wszystkich naszych muzyków i sdostać od nich linki do ich prezentacji MP-3 , żeby umieścić to na naszej stronie. Dzięki temu kilkadziesiąt tysięcy ludzi być może po raz pierwszy w życiu będzie miało kontakt z muzyką country. Czy ją polubi? Wystarczy, że polubi ją co dziesiąty, aby uzyskać grono fanów większe, niż to, które bywa w Mrągowie. Gra jest więc warta świeczki, a TA BARDZO SKUTECZNA promocja NIC NIE KOSZTUJE.
Powrót do góry
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:16, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Cel wydaje się jak najbardziej szlachetny tak więc bardzo proszę próbować kontaktu z muzykami. Mam nadzieję że nie odmówią.
Proponuję też skorzystać z działu LINKOWNIA, gdzie można znaleźć adresy stron naszych muzyków.
Na każdej z tych stron, zapewne znajdzie Pan kontakt bezpośrednio z zespołem.
Muzycy podają tam adresy swojej poczty elektronicznej a często nawet prywatne numery telefonów.
Myślę, że warto spróbować Smile
Zawsze też może Pan zamieścić odpowiednie ogłoszenie w dziale POSZUKIWANE bo przecież pan właśnie poszukuje, i być może ktoś z artystów odpowie na pana post.
Proszę próbować Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Nie 18:39, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Trochę odeszliśmy od tematu zasadniczego, więc pozwolę sobie do niego powrócić.

Najpierw o krytyce.

Nie jest dobrze, kiedy podchodzi się bezkrytycznie do czegokolwiek, nawet jeżeli jest to dogmat. Historia odnotowała liczne przypadki przyjmowania w ciemno różnych ideologii całkowicie bezkrytycznie - bo nie wypadało ich krytykować, żeby nie wyjść na durnia lub nie zostać okrzykniętym wrogiem publicznym. W ten sposób mogła kwitnąć w średniowieczu inkwizycja, a w czasach nam bliższych mógł powstać socjalizm, komunizm i socjalizm narodowy.

Co to ma wspólnego z krytykowaniem muzyki country? Przecież nikt nie zabija za słuchanie tej muzyki lub za jej niesłuchanie. Otóż wbrew pozorom ma, i to bardzo dużo. Pozbawiona rzeczowej, profesjonalnej krytyki muzyka country w polskim wydaniu tak daleko odeszła od oryginału, że dziś trudno zgadnąć, czy to, co u nas nazywa się country to łagodniejsza wersja rocka, czy mniej cukierkowa odmiana popu. Bo country w tym za wiele nie słychać. Żeby być dobrze zrozumianym: lat temu 50 zespół The Platters nagrał fantastyczną, genialną wersję słynnej melodii starego Williamsa: Jambalaya. Jambalaya jest tak bardzo utworem country, że może uchodzić za wzorzec tej muzyki - z tym się chyba wszyscy zgodzą. A jednak... wykonanie The Platters miało tyle wspólnego z countrowym brzmieniem tej melodii, co krzesło z krzesłem elektrycznym. Podobnie stało się z bardzo starym utworem "Greem grass of home" który "odgrzało po wielu latach nieobecności wśród wykonywanych utworów paru popowych śpiewaków. Bodajże piewszym był Jones, a może Humperdinck - ci dwaj zawsze mi się mylili. I jak ten stary kawałek zabrzmiał w wersji pop? Tak jak pop, ale - nie jak country. To samo mamy teraz w Polsce: polskie country brzmi jak... polskie country. Sporo w tym "zasługi" działaczy i organizatorów festiwali, którym udało się stłumić w zarodku dążenie polskich wykonawców do grania porządnego, balladowego country. Jeden z nich powiedział nawet, że nie wpuści na scenę tych, co "przynudzają". W EFEKCIE MAMY DZIś albo utwory w stylu łupu-cupu ("pod but"), zbliżone trochę do boogie-woogie, rock-and-rolla i popu z początków lat siedemdziesiątych, które ktoś nazwał dość trafnie COUNTRYPOLO. albo rockowo-bluesowo-popowe kawałki stylizowane na country. Dotyczy to wszystkich polskich wykonawców, z wyjątkiem HTB, Coach, New Shade, Texway, kapel bluegrassowych (w zasadzie jest to bardziej newgrass niż czysty bluegrass), Lonstara (ale nie we wszstkich kawałkach), Ali Boncol (też nie we wszystkich kawałkach)... i chyba na tym koniec. Ostatnio słuchałem na żywo Alabamy i Marysi Gorajskiej... Pierwsza kapela stara się grać covery i robi to straszliwie nieudolnie. Jedynym jej silnym atutem jest gitarzysta solowy. Marysia Gorajska śpiewa ładnie, ale stylistycznie dość daleko jej do country. Ratują sytuację dwaj genialni gitarzyści, którzy jej towarzyszą, Rysiek Gorajski i Adam Wosz. Ci rzeczywiście czują country i potrafią zagrać country. Gdyby mieli jeszcze jakiegoś wokalistę, który śpiewa country, np. Roberta Petulskiego... Pomarzyć dobra rzecz.
Powrót do góry
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:33, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Po części się zgadzam ale niestety nie ze wszystkim.
Uważam, że fakt, iż muzycy grają "różnie" i "pływają" w gatunkach muzycznych ,świadczy jedynie o ich wszechstronności i być może o tym że starają sie "szukać" patentu na dotarcie do jak największej liczby osób.
Jeśli by nikt tego nie robił to muzyka country nigdy nie miała by tylu swoich odmian i pewnie dawno by umarła.
A dzięki temu że muzycy "kombinują" to powstaje cały czas coś nowego.Raz jest to lepsze , a raz niestety słabsze, ale jest to nieodwracalnym skutkiem tego, iż właśnie próbują. Co świadczy o tym że muzyka jest wciąż żywa.

Gdyby w normalnym (nie muzycznym) życiu człowiek nie dążył do czegoś nowego to pewnie nigdy nie było by radia , żarówki, samolotu , a Pan swoją gazetę musiał by wydawać na kawałku kamienia jak u Flinstonów Smile Smile Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 13:04, 09 Kwi 2007    Temat postu:

Działalność wydawniczą zacząłem od malowania sprajem na płotach haseł antypaństwowych. Na kamieniu jeszcze nie pisywałem swoich tekstów, ale kto wie, może warto spróbować?

Rzeczywiście postęp wymaga odejścia od stereotypów. Z tym zgadzam się bez dyskusji. Ale... No właśnie, zawsze jest jakieś "ale". Czy nasi muzycy country poszukują nowych rozwiązań, czy wręcz przeciwnie - strają się przemycić do country rozwiązania, które sprawdziły się lub nie sprawdziły w innych stylach muzycznych? Musiałbym w tym miejscu pokazać konkretrne przykłady, a to wymaga wymieniania nazwisk w kontekście ostrej krytyki (co mogłoby być zrozumiane jako zniesławienie) ich posiadaczy, czego chciałbym uniknąć. Szanuję dobra osób trzecich, które broniś się nie będą raczej mogły. Ograniczę się więc do ogólników.

Słuchałem wszystkich bez wyjątku polskich kapel przy różnych okazjach i zauważyłem w ich utworach tendencje właśnie do zapożyczania liczynych elementów z muzyki tak odległej od country, jak np. hiphop albo techno. Ot, choćby instrumentarium. Dlaczego nasi muzycy grają zazwyczaj na taniutkich keyboardach z brzmieniami dość - plastikowymi? Bo ich nie stać na lepsze. W efekcie finalnym partie, które trzeba zagrać albo na pianinie, albo na porządnym fortepianie, są grane tak, jak się gra disco polo, czyli - płasko, plastikowo, sztucznie? Ja rozumiem, że nie wszystkich stać na drogi sprzęt. Czy w tej sytyuacji np. organizator festiwalu nie powinien zostać ZMUSZONY do zapewnienia tzw. instrumentów stacjonarnych? Czy jakiś organista jeździ na festiwale muzyki organowej z własnymi organami kościelnymi? Kristoffersson podczas koncertu w Warszawie KAZAŁ dostarczyć na scenę Organy Hammonda, które są znacznie mniejsze od kościelnych? Dlaczego? Ponieważ on SZANUJE zarówno muzykę jak i słuchaczy i nie ośmieliłby się uraczyć ich dźwiękiem keyboardu Yamaha za 2000 złotych. Tego niestety nasi muzycy do tej pory NIE NAUCZYLI SIĘ.

Jest to jeden z mniej drastycznych przykładów na to, jak bardzo ŻLE eksperymentowanie i "chodzenie na skróty" niszczy muzykę country. Podam teraz przykłąd z własnego podwórka. Otóż w zespole Wawerville grałem na gitarze akustycznej. Miała ona jedną wadę - słabiej było słychać strunę D. W końcu lutnicy doszli do wnisku, że to wina mosttka i że trzeba go wymienić. reszta zespołu zrobiła wielki krzyk, bo wymiana mostka to unieruchomienie gitary na kilka dni. A tu były kolejne koncerty i zarobki... I usłyszałem "Czym się przejmujesz, przecież nikt nie usłyszy, że ta struna nie gra"... Ja słyszałem, więc chyba inni też słyszeli. Ale gdy chopdzi o kasę, to kto by się pzrejmował FATALNYM brzmieniem?

Szanowny uzytkowniku w miejscach usuniętego tekstu pojawiły się sformułowania naruszające regulamin w punktach 2 i 3.
Proszę unikać używania słów wulgarnych (nawet w formie wykropkowanej), a także podawania recept na zachowania niezgodne z prawem lub zasadami współżycia społecznego.

Niestety, moderator jest na pewne zachowania uczulony Twisted Evil i trzeba uważac co się pisze. Laughing

Pzdr
Moderator
.


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Pon 19:59, 09 Kwi 2007, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:40, 09 Kwi 2007    Temat postu:

No właśnie Smile zawsze chodzi o kasę Smile
Ale nie zgodzę się że to wina zawsze wina muzyków. Grają na tym , co mają. Wina leży bardziej po stronie organizatorów, choć z drugiej strony przygotowując występ dla jednego artysty można mu spełnić jego zachcianki co do sprzętu, natomiast w takim Mrągowie gdzie w ciągu 3 dni przewija się cała masa zespołów, to jest to niewykonalne choćby ze względów technicznych.
Tak , tak ! Trzeba być obiektywnym, i czasami trochę policzyć. Dajmy na to, że ma wystąpić 30 zespołów, i każdy z nich , coś sobie zażyczy. Powiedzmy że koszt takiego życzenia ( powiedzmy wypożyczenia sprzętu, transportu i przechowywania itd)wyniesie tylko 2000zł dla każdego zespołu. Łatwo więc policzyć, że wyniesie to 60000zł. No i teraz zastanawiam się o ile musiała by wzrosnąć cena biletów żeby organizatorowi się to zwróciło.
A tak każdy gra na tym co posiada ( brzmi to różnie ) ale ogólnie, danego muzyka możemy zobaczyć na scenie i posłuchać jego twórczości.
(A czemu np.artyści zza oceanu wloką ze sobą swój sprzęt ??? I to jeszcze utrudniają życie organizatorowi bo ich sprzęt jest przecież na 110 V a nie na 230V jak u nas)
No i jeszcze ja uważam że jak ktoś potrafi grać , to zagra na każdym keybordzie, każdej gitarze i każdej perkusji czy skrzypkach. ( w zależności na czym dany artysta gra ) bez względu na to czy będzie to np gitara za 300zł czy za 30000.
Grymasić będzie ten co tak naprawdę grać nie potrafi Smile Smile Smile
Zawsze jest tak że jak ktoś nie umie pływać to mówi że jest za rzadka woda Smile Smile Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 16:29, 09 Kwi 2007    Temat postu:

Kiedyś dostałem zaproszenie do wzięcia udziału w niesławnej "przepustce", jeszcze w czasach, kiedy odbywała się ona w Warszawie. I było w nim wyraźnie zaznaczone, że zespoły powinny określić swoje wymagania teczhniczne, aby ich występ był taki, jak być powinien. Nie chodzi tu o jakieś cuda, bo trudno wymagać, aby każdemu muzykantowi dać taką gitarę, jaką on sobie zażyczy. Chodzi o ten sprzęt "stacjonarny", który MUSI być dostępny na porządnej scenie. A więc: zestaw perkusyjny (może być bez blach, bo każdy bębniarz wozi swoje), pianino lub fortepian (bo tego nikt na plecach na swój występ nie wniesie na scenę), komplet mikrofonów (bo dziś są bezprzewodowe i muszą się zgadzać częstotliwości ich nadajników z odbiornikami przy konsolecie) i... NIC WIĘCEJ. Za 60.000 - kwotę, którą Pan wymienił, można KUPIĆ nawet lekko używanego Steinwaya, a przecież nie chodzi o kupowanie instrumentu za każdym razem. Wystarczy wypożyczyć np. z miejscowego domu kultury (który jest, zdaje się, współorganizatorem imprezy w Mrągowie).

Nie jest prawdą, że dobry muzyk zagra na wszystkim. Gdyby tak było, to na konkursach chopinowskich stałby dziecinny keybord za 1000 złotych, a nie - dwa fortepiany, każdy o wartości kilkuset tysięcy dolarów. To w Polsce powstało kiedyś powiedzenie, że polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły, żeby bić wroga. Efekt był widoczny w 1939 roku: nasi lotnicy nie zdążyli nawet wystartować na swoich przedpotopowych Potezach, kiedy Niemcy zbombardowali ich lotniska. Nasze lotnictwo, o czym pisze Janusz Meissner w swoich książkach, nie miało sprzętu głównie dlatego, bo właśnie jakiś idiota uznał, że na drzwiach od stodoły też można latać.

Jeżeli Pan gra, to wie pan dobrze, że są gitary, na których NIE DA SIĘ GRAĆ. Są to prawie wszystkie dzieła firmy DEFIL z lat 1970-1990. Sęk w tym, że nie da się udowodnić, iż dobry muzyk nawet na nich zagra, bo dobry muzyk ich do ręki nie weźmie!!! Czemu więc countrowcy mają grać na deskach z płotu, zamiast na gitarach i używając drutu kolczastego zamiast strun? Czemu mają występować z dziecięcymi zabawkami w miejsce profesjonalnych "klawiszy"? Dlatego, że nie mają kasy, czy dlatego, że organizatorzy imprez są tak samo mądrzy, jak ci, co kazali polskim lotnikom latać na drzwiach od stodoły i polskiej kawalerii otwierać włazy do niemieckich czołgów przy pomocy szabel i sztylecików (kordzików) oficerskich?

Myślę, że godzimy się my - muzycy, i my - fani, na zbyt wielką improwizację i zbyt łatwo idziemy na ustępstwa, byleby tylko gdzieś ktoś mógł to country zagrać, nawet źle, ale - zagrać!!! Za darmo, albo jeszcze do tego dołożyć - ale - zagrać! Jeżeli nie zaczniemy się sami szanować, inni nie będą nas szanować - tę prawdę wymyślono jakieś 4 tysiące lat temu w starożytnej Grecjii i jest ona nadal aktualna.
Powrót do góry
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:24, 09 Kwi 2007    Temat postu:

Jak zwykle nie zgadzam się ze wszystkim Smile
Ja uczyłem się grać na radzieckiej gitarze tak mocno zdezelowanej jakby przejechał przez nią pociąg. Odległość strun od gryfu na pierwszym progu wynosiła jakieś 0.7cm ale na 12 progu było to już prawie 2cm. Była twarda, brzmiała jak spłuczka w WC, ale to dzięki niej nauczyłem się cokolwiek grać. Potem kupiłem naszą badziewną gitarkę o której pan wspomniał i dla mnie była zachwycająco miękka i pięknie brzmiąca.Długo minęło zanim kupiłem ( bo nie było mnie stać ) gitarkę el. JOLA ,potem wróciłem do gitary akustycznej i nabyłem Ibaneza, potem Hohnera, a teraz Fendera.
Każda z tych gitar była inna i lepsza od poprzedniczki, ale zawsze z sentymentem wspominam tego ruskiego grzmota i choć wiem, że nigdy nie zagra ona tak jak moja obecna gitara, to nie odmówił bym zagrania na takim badziewu, jeśli tylko towarzystwo było by na tyle kulturalne by się przy jego "dźwiękach" bawić.

Myślę że wiele zależy od słuchaczy. Albo ktoś chce się bawić albo chce zostać melomanem. W tej drugiej wersji myślę że pójście na koncert to strata czasu bo nie da sie na nim słyszeć samej muzyki. Zawsze będzie słychać "śpiew" publiki , gwizdy, rozmowy, i gulgot przełykanego piwa Smile Smile Smile
Ja wybieram zabawę, a jak chcę słuchać wersji studyjnych to włączam płytę Smile

W sprawach lotnictwa proszę się zwrócić do moderatora gdyż ta dziedzina również jest jego pasją. Ja się na tym niestety nie znam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Pon 20:19, 09 Kwi 2007    Temat postu:

Najpierw do Moderatora: usunąłem to, co trzeba było usunąć z tekstu. Chwalę zasadę, że wulgaryzmy na forum są tępione nawet gdy są w szczątkowej postaci lub w cytatach.

Teraz do ad remu:
W jednym z ostatnich numerów magazynu "Gitarzysta" opisałem wszystkie swoje gitary, a było ich sporo i były to dziwna urządzenia. Od Defila za 500 złotych w połowie lat sześćdziesiątych do Telecastera i Stratocastera dzisiaj. Bardzo krótko miałem nawet gitarę sowiecką, przerobioną z siedmiu drutów na sześć. Na wszystkich jakoś grałem ale - czy można graniem nazwać akompaniowanie przy pomocy trzech akordów śpiewakom, fałszującym przy ognisku? Defile klasyczne (ale bardziejn podobne do akustycznych niż klasycznych) ze swojej natury nie stroiły w wyższych pozycjach (miały błąd konstrukcyjny), więc było wszystko jedno, jak wysoko stały struny nad chwytnią. Bo wyzej V progu nie grało się nigdy, właśnie z powodu niestrojenia. Mile za to wspominam Defila elektroakustycznego, przypominającego nieco gitarę Gretsh. To już była gitara półprofesjonalna, o całkiem przyzwoitym brzmieniu i zupełnie dobrym wykonaniu. Ale dopiero Jolana Tornado uzmysłowiła mi, na czym polega różnica między czymś, co nazwano w Polsce gitarą a prawdziwą gitarą. Na Tornado palce same chodziły, a dźwięk powstawał prawie bez udziału grającego. Leciutko, mięciutko, wprost idealnie.

Czy dziś zagrałbym na takim urządzeniu o nazwie "Defil gitara średnia"? BAAARDZO niechętnie. Od wielu lat bywam w schroniskach turystycznych, często przesiadując w nich nawet po kilka miesięcy w roku. I często widzę takie przyrządy do wydawania dźwięków, które przynoszą turyści. I szczerze mówiącm, choć bardzo lubię grać na gitarze i słuchać muzyki to jakoś ręce do tych przyrządów mi się nie wyciągają, a i do słuchania ludzi, bawiących się przy ich dźwięklach też mi nie spieszno. Nawet nie wiem, czy potrafiłbym coś zagrać na takiej imitacji gitary.

I jeszcze jedno: czy meloman nie może się dobrze bawić przy muzyce? Kiedyś spotkałem w schronisku słowackim dwóch panów w średnim wieku, z dość licho wyglądającą gitarą, którzy dali taki koncert, że mi szczęka opadła do pasa. Zabawa była przednia, bo nie było rodaków, więc i śpiewy chóralne były na przyzwoitym poziomie. Potem dowiedziałem się, że ci dwaj panowie to byli bracia Nedvedi, dwaj pionierzy country w Czechosłowacji, zaczynający karierą mniej więcej w tym czasie, kiedy pojawili się Greenhorns, czyli - Zelenaci z Michalem Tucnym. Tak wiec zabawa i uczta dla melomana w jednym kawałku SĄ MOŻLIWE nawet przy piwie i wódeczce, w schronisku turystycznym gdzieś wysoko w górach...

[/url]
Powrót do góry
Cowboykash
Szeryf
Szeryf



Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 5699
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Otwock i Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:20, 09 Kwi 2007    Temat postu:

No właśnie Smile Jak człowiek chce się pobawić to i gitara może być licho wyglądająca.
A taki np Nelson grywa na dziurawej, że tak powiem gitarze która brzmi tak sobie) a jakoś go ludzie słuchają i bawią sie przy jego muzyce.
Myślę że to nie sprzęt jest ważny a raczej sam człowiek Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum COUNTRYMUSIC.PL Strona Główna -> Country Music - POLSKA Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 1 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island